sobota, 1 października 2011

Odkryta tajemnica sztuki...


”Rozwój sztuki opiera się na wyjątkach, a nie na zasadach.” -  Jan Cybis*

Ten cytat powinien być tym dla artystów wszelakiej maści, tym, czym jest valium dla neurotycznych choleryków. Oznacza on bowiem w praktyce, iż prawdziwą sztuką można nazwać coś, co jest ogromnie personalne, wyjątkowe, niepowtarzalne i … brzydkie (jeśli tylko artysta uważa iż przekazuje ważne treści). 
Najważniejsza bowiem zaletą każdego dzieła jest to, iż jest nasze. Nie ma dwóch takich samych ludzi, nie ma dwóch takich samych dzieł. W Obliczu tego cytatu jasnym staje się fakt, iż artysta już nigdy więcej nie musi porównywać swoich prac do kogokolwiek innego, żadnego innego działa powstałego wcześniej, ani tym bardziej starać się upodobnić swoją technikę, kreskę, plamę, kolorystykę, czy kompozycję do jakiejkolwiek innej powstałej techniki, kreski, plamy, czy kompozycji bo to będzie zwyczajny… plagiat. 
Jedyne co jest prawdziwe, to jest to, co sami stworzyliśmy. 
Najważniejszą wartością płynącą z samej sztuki tworzenia jest jej wyjątkowość i indywidualność. 
Nie można więc nazwać czegoś pięknym, bo wpasowuje się w pewien kanon, bo ma określoną kolorystykę, bo przypomina coś innego, co jest uznawane za pewnik piękna, czy brzydoty. Uważam, że właśnie z tego powodu wielu artystów zaprzestaje tworzyć, czy zaczyna odbierać swoje prace nazbyt krytycznie. Zawsze bowiem po ukończeniu dzieła (bądź w trakcie jego tworzenia) rodzi się pytanie w głowie: - Na pewno ktoś inny by to lepiej namalował/naszkicował/wykadrował/skomponował!, - To mój najgorszy rysunek! Do kosza natychmiast!, - Prędzej spalę się ze wstydu niż miałabym/miałbym to komuś pokazać!, … etc.
Wydaje mi się że problem polega na tym, iż w umyśle zaczynamy odtwarzać różne inne podobne dzieła, o podobnej tematyce, kompozycji, itd. i zaczynamy je porównywać do naszego. Zaprzestajemy poirytowani jeśli dochodzimy do wniosku iż nasze nie spełnia określonych wymagań, co jest właściwie naszym nieświadomym błogosławieństwem – jeśli coś jest niepodobne do stworzonego wcześniej dzieła, oznacza to iż… nie jest plagiatem. A jeśli nie jest plagiatem, to według autora cytatu stoimy na najlepszej drodze, aby przyczynić się do… rozwoju sztuki. 

Uważam również, iż wszelakie wątpliwości dotyczące „prawidłowości” (jeśli tak to można ująć) swojej sztuki/działa, a chodzi mi o to, czy jest piękne, i czy się będzie podobać, można rozwiać za pomocą głosu swojego sumienia. Po pierwsze, może ono mówić iż dzieło jakie stworzyliśmy jest piękne, i wartościowe. Tej opinii może nie podzielać środowisko i osoby drugie. Co należy zrobić? Zaufać głosowi serca (sumieniu, głosowi wewnętrznemu). Po drugie, otoczenie podczas konfrontacji z nowonarodzonym dziełem, może uznać iż jest fantastyczne, przepiękne, poruszające, działające na wyobraźnie, ale TY z jakiegoś powodu czujesz, iż nie jest jeszcze ukończone, że musisz dokończyć cieniowanie, dodać pigment, popracować nad linią melodyczną. Co należy zrobić? Zaufać głosowi serca. Poświęcić czas i energię na niezbędne poprawki. Dlatego opinia innych ludzi na temat sztuki jest tak bardzo zwodnicza. Najważniejsze jest, aby pozostać w zgodzie z samym sobą, czyli słuchać intuicji, sumienia, głosu serca. To ono w ostatecznym rozrachunku nam powie, czy nasza praca jest dobra czy nie, bo jest najlepszym z możliwych sędziów: sumienie jest niezawisłe, wolne od innych opinii, biorące pod uwagę wewnętrzną szczerość wobec siebie, i tak naprawdę jest jedynym naocznym świadkiem zdarzenia, co czyni je najbardziej wiarygodne. 

A co do kwestii piękna, czy podziwu (pytanie „czy komuś się to będzie podobać?”) to sięga ona głęboko i jedynie przemieszczając się w czasie możemy odkryć źródło jej istnienia: w niczym innym jak w szkolnym dzienniku. Ile to razy niektórzy prosili inne osoby o pomoc czy wręcz stworzenie w ich imieniu pracy, która później zostanie poddana ocenie przez nauczyciela. A dobra ocena równa się dobremu… plagiatowi. Chyba jeszcze nigdy w historii nauczania, nauczyciel/nauczycielka nie wręczyła uczniowi który narysował abstrakcję oceny lepszej niż uczeń który suchymi pastelami, na wzór największych impresjonistów namalował piękny, realistyczny wazon z kwiatami, zupełnie ten sam co poprzedni uczeń, który zamiast miękkich i ciepłych kształtów i barw oddał ten sam wazon w sposób jaki podpowiadało mu sumienie: ”Czemu nie wyjść poza szereg? Czemu nie poeksperymentować z wyobraźnia i interpretacją? Czemu nie wywołać silnych, poważnych emocji?”. 

Dokładnie w taki sam sposób widzimy świat który nas otacza. Widzimy bezpieczne schematy. Czemu bezpieczne? Bo tak jak ciepły pastelowy rysunek wywołuje miłą reakcję, tak i nasze zachowanie determinuje zachowanie innych. Nigdy bowiem nie zostaliśmy utwierdzeni w naszym tlącej się czasami iskierce, zalążku przekonania, iż człowiek posiada wiele emocji w swojej skali odczuć. Posiada i te niewygodne, jak wstyd, obrzydzenie, brzydota, niechęć, irytacja. Nikt nam nigdy wcześnie nie powiedział, że one też są dobre, i sztuka też jest po to, aby człowiek mógł je wydobyć, mógł na jakiś czas przestać być tą lalką z namalowanych uśmiechem na porcelanowej twarzyczce, mógł zmarszczyć czoło, wygiąć w grymasie usta, tupnąć nogą, uderzyć pięścią w stół. Niech brzydki widok przeszyje nas na wskroś. A uczucie to będzie silniejsze i dotkliwsze, i dopełni naszego obrazu istoty, składającej się z wielu elementów, bardziej skomplikowanej, niż myślimy, przez to nieodgradzającej się tak od otaczającego nas świata, w którym nie wszystkie wazony z kwiatami stoją w sielskiej scenerii zachodzącego ciepło słońca. 


„Sztuka to wielkie ucho i wielkie oko świata: słyszy i widzi - i ma zawstydzić (!!!), drażnić (!!!), budzić sumienie (!!!).” – Joseph Conrad


*(1897-1972)-malarz, pedagog i krytyk sztuki, współzałożyciel grupy kapistów.